“Mówi się, że dla większości ludzi strach przed publicznym wystąpieniem jest większy niż lęk przed śmiercią. Zgodnie z tym, co twierdzą psychiatrzy, obawa przed publicznym wystąpieniem jest strachem związanym z ostracyzmem, lękiem przed tą chwilą, gdy trzeba stanąć przed grupą ludzi, strachem przed krytyką, przed ośmieszeniem. Strachem przed wygnaniem. Strach przed byciem innym niż pozostali ludzie uniemożliwia większości szukanie nowych sposobów rozwiązywania swoich problemów”.
„Obawa związana z ostracyzmem powoduje, że ludzie się przystosowują i nie podważają powszechnie przyjętych opinii lub popularnych trendów”.
(Bogaty ojciec, biedny ojciec, Robert T. Kiyosaki, Sharon L. Lechter)
Czasem, podczas sesji czy warsztatu, kiedy rozmawiam z klientkami o tym, co naprawdę myślą, czują i wiedzą, widzę w ich oczach napięcie, którego nie da się nazwać zwykłą tremą czy niepewnością. Raczej jest to lęk bardziej pierwotny. Lęk przed odrzuceniem. Przed tym, jak zostaną przyjęte, gdy odsłonią siebie w pełni.
Często pojawia się też obawa, że okażą się „zwykłe”, „nijakie”, niewystarczająco „interesujące” na tle świata, który wymaga, byśmy były dynamiczne, przebojowe, atrakcyjne, wielozadaniowe, zawsze w formie. Świata, który postawił poprzeczkę tak wysoko, że w rzeczywistości niewielu jest w stanie ją przeskoczyć.
Więc te kobiety wolą skryć się we własnym wnętrzu, niż odsłonić siebie. Taką zwyczajną, delikatną, nieidealną, nieprzystającą do współczesnej wizji człowieka nieustannie efektywnego i pod każdym względem „atrakcyjnego”.
Ten strach przed brakiem akceptacji i uznania jest w nas od zawsze, i to nie tylko w kobietach.
Mężczyźni również zmagają się z nim.
Kiedyś odrzucenie z grupy oznaczało dosłownie życie albo śmierć, bo przynależność do wspólnoty decydowała o przetrwaniu. Kto został z niej wykluczony, nie miał szansy samotnie przetrwać w świecie pełnym zagrożeń.
Dziś ten lęk brzmi inaczej, ale mechanizm jest ten sam:
„Przyjmą mnie czy nie?”
„Będę tu mile widziana czy nie?”
„Jeśli powiem to, co jest dla mnie prawdziwe, zostanę wysłuchana czy wyśmiana?”
Więc z lęku przed odrzuceniem, milczę.
Wycofuję się.
Dostosowuję do reszty.
Za cenę własnej prawdy.
Poświęcając swoje marzenia.
Wyrzekając się siebie.
Rezygnując z własnej drogi.
I tak właśnie ginie coś najważniejszego:
Własny głos.
Pieśń, która może być wyśpiewana z głębi serca.
Moja.
Indywidualna.
Wyjątkowa.
Nie do powtórzenia przez kogoś innego.
Nie dlatego, że jej nie mam, ale dlatego, że nauczyłam się trzymać ją ukrytą, by „nie wypaść z szeregu”.
By nie narazić się na śmieszność.
By nie zostać odrzuconą. Bo, gdy mnie odrzucą, zginę. Nie poradzę sobie sama.
A jednak, każda zmiana, każda nowa ścieżka, każdy krok w stronę siebie zaczyna się w miejscu, w którym, ze strachu, drży ciało.
W miejscu ryzyka.
W miejscu, gdzie mogę zostać niezrozumiana.
To właśnie tam zaczyna się prawdziwe życie.
Poza strefą komfortu.
Poza przystosowaniem.
W odwadze bycia sobą, nawet gdy kosztuje to dużo.
Może więc nie chodzi o to, by się nie bać.
Może chodzi o to, by nie opuszczać siebie wtedy, kiedy się boję.
By stanąć po swojej stronie.
Wyraźnie.
Z całym drżeniem.
Z odwagą i wiernością własnej prawdzie.
„To ja. Jestem tu naprawdę. Taka jaka jestem”.
Tags
AlchaAlicja Chlastaautentycznośćblogbycie sobącoaching kobietczas żałobydroga do siebieemocjegłos wewnętrznyjestemlęk społecznylękprzedodrzuceniemobecnośćodwagaostracyzmpowrót do siebiepraca z emocjamipsychologiaradość życiarefleksjarozwój osobistyspokójszczęścieuzdrawianiewdzięcznośćwewnętrzna prawdawychodzenie z cienia



