W Wigierskim Parku Narodowym jest leśne jeziorko. Na zdjęciu – Suchar.
Położone w samym sercu lasu, ze wszystkich stron otulone drzewami. Wygląda na bezpieczne, chronione, zaopiekowane. Jakby las stał na straży jego spokoju – osłaniał je przed wichurami, wiatrem, upałem i mrozem. Gdy jest gorąco, daje cień. Gdy zimno – zatrzymuje ciepło. Gdy wieje – tłumi podmuchy.
Patrząc na Suchar z brzegu, można odnieść wrażenie, że to idealne miejsce do istnienia. A jednak, gdyby zejść głębiej, okazałoby się, że to jeziorko jest niemal martwe.
Do jego niższych warstw prawie nie dociera tlen. A tlen może tam dotrzeć tylko wtedy, gdy wiatr poruszy wodę. Im silniejsza wichura, tym większe fale i głębsze prądy, które są w stanie zanurkować w głąb, niosąc ze sobą tlen – a wraz z nim życie. To właśnie wiatr, nie spokój, daje temu jeziorku szansę na istnienie.
Suchary, bo tak nazywa się ten typ jezior są ubogie w życie. Paradoksalnie właśnie dlatego, że są tak szczelnie otulone lasem. W otwartych jeziorach tlen dociera niemal do dna, poruszany przez fale i prądy. Tam jest ruch. A ruch oznacza życie: dla roślin, ryb, bezkręgowców.
Brak tlenu to brak życia. I tak te pozornie opiekuńcze lasy sprawiają, że Suchar powoli zanika. Z czasem zacznie zarastać, zmieniać się w bagno, aż w końcu zniknie całkowicie pochłonięty przez las.
Za sto, dwieście lat nie będzie po nim śladu.
Siedząc nad tym jeziorkiem, które bardzo lubię, nie mogę oprzeć się przeniesieniu tej historii na ludzki wymiar. Widzę w Sucharze dziecko nadmiernie chronione przez rodziców. Dziecko, nad którym się chucha i dmucha, które osłania się przed każdym wiatrem życia. Z najlepszych intencji. Z miłości. Z lęku. I które, paradoksalnie, na głębszym poziomie jest pozbawiane tlenu.
Bo życie potrzebuje wichur. Potrzebuje tarcia, prób, sprawdzania granic. Potrzebuje lęku i odwagi, upadków i podnoszenia się, bólu i godzenia się z nim. Potrzebuje doświadczeń, które czasem bolą, ale niosą sens. Potrzebuje ruchu.
Dzieci nadmiernie chronione bywają jak takie jeziorka. Z zewnątrz otulone troską, a w środku – suche. Bez dostępu do własnej mocy, do własnego potencjału, który może rozwinąć się tylko wtedy, gdy jest przestrzeń na zderzenie z życiem.
Suchar. Nazwa trafiona aż do bólu.
Bo bez tlenu nie ma życia.
A bez wiatru nie ma tlenu.



