Gdybym miała małą córeczkę nie czytałabym jej niektórych starych bajek.

Bajek, w których ojcowie zdradzają swoje małe córeczki i pozostawiają je na pastwę złych macoch. Kobiety zamiast siostrzanej czy matczynej troski obdarzają się nienawiścią, złem i zawiścią. Rywalizacja o względy mężczyzny niszczy kobiecą siłę, a wybawienie, jeśli już przychodzi to tylko z rąk pięknego młodzieńca. Sama księżniczka, śpi bezradna… dopóki nie obudzi jej wyśniony książę.

Gdybym miała małą córeczkę, nie czytałabym jej bajek o złych kobietach, które na nie czyhają i o dobrych książątkach, którzy niosą im wybawienie, gdyż chciałabym ją nauczyć, że swoją siłę ma czerpać z siły innych kobiet i ze wspólnej z nimi solidarności, a nie z siły wyimaginowanego księcia, żyjącego w świecie fantasmagorii. 

Gdybym miała małą córeczkę, nie czytałabym jej bajek o złych siostrach, które zamiast wsparcia, dają zawiść, intrygi i przebiegłość podczas maratonu do … męskiego serca, gdyż chciałabym ją nauczyć, że szczęście tkwi w jej własnym sercu, a nie sercu księcia z baśni.

Gdybym miała małą córeczkę nie czytałabym jej bajek o złych wilkach i dobrych myśliwych, gdyż chciałabym jej pokazać, że natura jest częścią jej samej, a właściwie to ona jest częścią natury, i że dzikość serca jest darem, największym jaki otrzymała od życia. 

Gdybym miała małą córeczkę, nie czytałabym jej bajek o małych dziewczynkach, które muszą ciężko pracować i poświęcać się, żeby zasłużyć na miłość innych, gdyż chciałabym, żeby umiała dostrzec, że miłość jest wszędzie i zawsze i tylko krzywe zwierciadło każe nam jej szukać nieustannie. 

Tekst: Alicja Maria Chlasta